poniedziałek, 27 maja 2013

Uniwersum Metro 2033- tym razem w Petersburgu

Do światła

Autor: Andriej Diakow
Tytuł oryginału: Метро 2033: К свету
Wydawnictwo: Insignis
Ilość stron: 326
Moja ocena: 8/10
Porzucony świat, leżący na powierzchni, nie chciał przyjąć ludzi z powrotem. Mamiące, tajemnicze światło zgasło, skryło się jak widmo, jak bagienny ognik. Czy znajdą drogę do światła, do nadziei, poprzez wszystkie niebezpieczeństwa świata zewnętrznego? Ilu wędrowców dotrze tam żywych? Może jeden. Może nikt.

" - Wiesz, Gleb, zatruty świat to pół biedy. Znacznie straszniejsze są zatrute dusze. Dlatego nie warto zaczynać od czystych miejsc. Trzeba szukać czystych dusz. Takich jak ty."

Tym razem przenosimy się do petersburskiego metra, gdzie głównym bohaterem staje się dwunastoletni Gleb, sierota. Przygarnia go (a raczej bierze w formie zapłaty) doświadczony żołnierz- Taran. Razem z drużyną stalkerów oraz kapłanem tajemniczej religii Exodusu mają za zadanie odnaleźć źródło tajemniczego światła, które widać z okolic Kronsztadu. Podejmują wyzwanie i wychodzą z bezpiecznego metra, aby iść na nieprzyjazną powierzchnię i wyruszyć w długą i niebezpieczną wędrówkę.

" -Ty jednak nie przypominasz Tarana... Mam dla ciebie radę, uciekaj od niego. Uciekaj tak szybko, jak tylko możesz."

Ogólnie rzecz biorąc, to akcja powieści jest niczego sobie, wartka, wciąż coś się dzieje i nie da się przy niej nudzić. Aczkolwiek na mój gust autor powinien jednak robić troszeczkę bardziej obrazowe opisy miejsc. Poza tym, to książka miejscami jest raczej dla osób lubiących makabryczne wydarzenia, bowiem ich tutaj nie brakuje.  Chociażby kanibale zajadający się ludzkim mięsem, albo dokładne opisywanie robali przewijających się w ciele pół-ludzi pół-trupów. Czasami aż mi się od tego robiło niedobrze, ale rozumiem to jako zamiar autora. Także niezbyt podobało mi się to, że co i rusz ktoś ginął, ale później to także wybaczyłam, gdy tylko doczytałam historię do końca. 
Powieść była nieprzewidywalna- nie spodziewałam się w ogóle takiego zakończenia ani biegu niektórych wydarzeń. Jestem jednak bardzo zadowolona z tego, że Diakow kontynuował zamierzenia Glukhowskiego, a mianowicie wprowadzenie elementów po części filozoficznych i wymagających głębszego przemyślenia. Poza tym także opisuje zachowania ludzi w skrajnych przypadkach, gdy są na skraju życia i śmierci i tego, do czego są zdolni.
Napisana jest przystępnym językiem, więc dosyć szybko się czyta i można wszystko zrozumieć. Charaktery postaci są świetnie skonstruowane, każdy ma swoje wady i zalety, a minione wydarzenia odzwierciedlają się w ich dalszych zachowaniach. Chociażby Kondor- dowódca oddziału- z rozdziału na rozdział coraz bardziej się zmienia. Niekoniecznie na lepsze.

"Nadzieja przypomina odbicie w wodzie. Raz jest i nagle znika, przykryta migotaniem coraz to nowych wydarzeń. Szybko niknąc, pozostawia jednak po sobie ledwie wyczuwalny aromat, tli się jeszcze gdzieś w głębinach świadomości, i po jakimś czasie na spokojnej powierzchni uśpionych emocji pojawia się jej nietrwały wizerunek."

Bardzo zainteresował mnie religia Exodusu, której wyznawcy wierzą w Arkę, która przybędzie po wybawionych i zabierze ich do ziemi nieskażonej promieniowaniem. Sama w sobie jest interesująca, ale jak później się  okazuje, jeszcze bardziej tajemnicza, niż się z początku wydawało...

Książka moim zdaniem jest godna polecenia wszystkim fach, a jeśli już, to tylko o nich malutka wzmianka. Raczej zalicza sięnom post-apo oraz Uniwersum Metro 2033. To nie jest jakieś romansidło- prawie w ogóle nie ma wątków miłosny ona do tych bardziej poważnych i makabrycznych zarazem, bowiem przedstawia skrytą naturę człowieka i jego pragnienie, by przetrwać za wszelką cenę.