wtorek, 21 stycznia 2014

Złodziejka książek

Złodziejka książek 

Autor: Markus Zusak
Tytuł oryginału: The Book Thief
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 495
Moja ocena: 10/10
Liesel Meminger swoją pierwszą książkę kradnie podczas pogrzebu młodszego brata. To dzięki Podręcznikowi grabarza uczy się czytać i odkrywać moc słów. Później przyjdzie czas na kolejne książki: płonące na stosach nazistów, ukryte w biblioteczce żony burmistrza i wreszcie te własnoręcznie napisane... Ale Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia Żydowi, świat dziewczynki zmienia się na zawsze...
"Wyobraźcie sobie uśmiech po tym, jak dostaliście w twarz. I tak przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Na tym polegało ukrywanie Żyda."
Widzę, że większość osób chce przeczytać tę książkę przed filmem ^^ Ja również się do nich zliczam.
  Historia opowiada o pewnej małej niemieckiej dziewczynce, która przed wojną zostaje oddana do rodziny zastępczej mieszkającej niedaleko Monachium, w małej mieścinie Molching. Początki są trudne, nowa matka wcale tego nie ułatwia. Ma w zwyczaju używać dużej ilości przekleństw w stosunku do wszystkich, ale tak naprawdę bardzo kocha małą Liesel, nie mniej niż jej mąż, Hans. Obserwujemy tę rodzinę przez 4 lata ich życia z perspektywy... śmierci. Po drodze spotykamy dużo osób, chociażby Rudego o włosach w kolorze cytryny, albo złodzieja Arthure Berga.
"Patrzyli na Żydów pędzonych drogą jak a katalog kolorów. To nie złodziejka książek wymyśliła to określenie, lecz ja. Tak właśnie wyglądali przed śmiercią. Niebawem będą mnie witać jak ostatniego dobrego przyjaciela, z dymiącymi kośćmi i porzuconymi duszami."
Nowością jest dla mnie to, że narratorem jest śmierć. Do tej pory nie wpadłabym na taki pomysł, ale jest on naprawdę fantastyczny, ponieważ dzięki niemu można opisywać bardziej szczegółowo dusze i charaktery postaci przy ich odejściu. Ale o tym wspomnę później.
  Autor poruszył tutaj trudny temat, jakim jest II Wojna Światowa, zarówna dla cywilów jak i dla żołnierzy. Tym bardziej, że jest to przedstawione ze strony Niemców, którzy stereotypowo są tymi złymi i nieludzkimi. Owszem, zdarzają się tu takie postaci, ale niewiele i w przeważającej liczbie spotykamy się z dobrymi osobami. Sama rodzina, w której wychowuje się dziewczynka, jest bardzo ciekawa. Rosa Hubermann, jej przybrana matka, jest powściągliwą i pracowitą kobietą, która nazbyt często używa przekleństw w stosunku do wszystkiego i wszystkich, często się denerwuje. Jednak w gruncie rzeczy jest poczciwą i dobrą osobą, która całym sercem kocha Liesel. Jej mąż, Hans Hubermann, jest jej niemal zupełnym przeciwieństwem (obydwoje są przecież bardzo dobrymi ludźmi). Ma wewnętrzny spokój, zawsze robi wszystko, żeby pomóc innym, nie denerwuje się niemal nigdy. I gra na akordeonie. To jest bardzo ważne dla Liesel, uspokaja ją to. No włśnie, Liesel. Poznajemy ją jako dziewięcioletnie dziecko i przeżywamy razem z nią 4 lata, aż do momentu, gdy ma 13. Jest pogodną osobą, która jednak w ciągu paru dni zbyt wiele przeżyła i przez długi czas nie może się z tych przeżyć otrząsnąć. Jednak z czasem przyzwyczaja się do nowych warunków i nowego życia, pokochała również swych nowych rodziców. Wszystko jednak będzie się zmieniać z biegiem czasu, biegiem wydarzeń.
  Z takimi książkami rzadko miałam do czynienia. Są piękne i wzruszające, jednak zarazem nawiązuję do strasznych i okropnych tematów, jakimi jest wojna i nacjonalizm. Sztuką jest połączyć to w jedną piękną historię, co udało się z zamierzonym efektem autorowi. Jestem oczarowana opowieścią o Liesel Meminger, opowieści o miłości i nienawiści, o troskliwości i bezwzględności, o bogactwie i nędzy, o stracie i cierpieniu, o radości, przywiązaniu i przyjaźni. Wzruszyła mnie do łez, opisy pomimo niezbyt dużej długości, doskonale obrazują wydarzenia. Zbyt dobrze, tak,  że pod koniec się popłakałam.
"- Powiedz  mi... Bo ja nie rozumiem...- Odsunął się i usiadł przy ścianie.- Powiedz mi, Rosa, jak to jest, że ona tam siedzi gotowa na śmierć, a ja wciąż chcę żyć? Dlaczego aż tak chcę żyć? Nie powinienem, a chcę."
 To nie jest zwykła, miła i przyjemna lektura. Wcale a wcale, chociaż momentami rzeczywiście taką przypomina. Ma głębsze przesłanie. Mówi o tym, że wszystkie strony konfliktu cierpią, o tym, że nie wszyscy ludzie są źli, o bezwzględności wojny w stosunku zarówno do żołnierzy jak i do cywilów. Że wojna to nie zabawa, a ludzkie życie jest najważniejsze na świecie. I o tym, że część niemieckich żołnierzy wcale nie chciała trafić na front, a dzieci miały obowiązek wstępować do Hitlerjugend. Może i są to proste i łatwo dostrzegalne przesłania, ale tak znaczące dla zwykłych ludzi z tamtego okresu. Trzeba to po prostu zrozumieć, oni nie mieli wcale łatwiej niż inne strony. Brakowało im jedzenia, a ci źli żołnierze często albo sprawiali, że ludzie się bali, albo że mieli parę szram na plecach. Od razu mówię, że ja wcale teraz nie pochwalam i nie bronię Niemców, tylko tłumaczę na podstawie książki, jak to było. Jestem stuprocentową patriotką jeśli o to chodzi.
 Akcja jest naprawdę wciągająca, nie ma miejsca na chwilę oddechu, bo ciągle coś się dzieje. Nieważne, czy zapierającego dech w piersiach, czy zabawnego, czy smutnego. Nie ma chwili bez ciekawej akcji. Dzięki temu fabuła idzie płynnie, kreując nowe wydarzenia i stawiając nowe przeszkody na drodze. Właśnie dzięki temu książka nie jest do końca przewidywalna (byłaby całkowicie nieprzewidywalna, gdyby nasz kochany Pan Śmierć umiał powściągnąć język- dziękujemy Ci!) i zawsze coś nas może zaskoczyć. Co prawda czasem potrzeba małej chwili na połączenie faktów, ale to nic nie szkodzi, tylko to nadaje charakteru i tajemniczości historii. Zakochałam się w niej, w scenerii, w postaciach, w opisach. Połknie się ją w maksymalnie trzy wieczory (ja to zrobiłam w dwa).
Książka przeczytana w ramach wyzwania
CF - 2014 - logo